If she loves you, she loves you not
Be the one to leave her, baby don't get caught
If she loves you, set your heart on fire
I hate to be the one to tell you she's a liar
If she loves you, she loves you not
wtorek, 29 października 2013
poniedziałek, 28 października 2013
sobota, 26 października 2013
Ja, sposobność iście przygodna, czterdzieści parę kilogramów nieregularnie zdemontowanych na metr sześćdziesiąt cztery kości, stawów, więzadeł, tkanek, narządów i mięsa. Całokształtu konfiguracji z jakich złożył, wykreował, skonstruował i skomponował mnie wszechświat oraz ogół kompilacji. Ja, prowadzę swój pług przez kości umarłych.
A człowiek? Istota, która budzi we mnie zgrozę, jednocześnie diabelnie pociągając moje ego. Wielbię go i nie trawię za to, że skazuje mnie na opentańczą bezczynność. Nie rozumiem tego zachwiania w wyniku odsunięcia się i znacznego odpłynięcia od determinizmu losu. Człowiek, homo sapiens, istota ludzka, stworzenie Boże przepełniony jest licznymi sprzecznościami. Skomplikowanie wypływa z niego uszami, drży na samą myśl prawdy. Prawdy o egzystencji, o jego marnym losie. Tknięciem palca wskazującego mogę go zniszczyć. Odczuwam okropną abominację do niego i do siebie, brzydzę się. Istota ludzka jest najokrutniejsza. Zakłamana, parszywa. Na świecie nie ma osoby czystej niczym łza, woda destylowana, świeżo wypolerowane szkło. Nie ma osoby, która nie pożąda krzywdy drugiego. Po prostu taki ktoś nie istnieje. Jesteśmy zbyt egoistyczni, zadufani w sobie, zapatrzeni we własne potrzeby, żądze. Altruizm wymarł, a może w ogóle jest tylko idyllicznym stwierdzeniem mające na celu pocieszenie mas. Jesteśmy niczym wśród całego tłumu, z naszymi troskami, osiągnięciami i naturą.
Ja, bękart tego pękniętego świata, odczuwam do siebie tonę odrazy. Odrazy wynikającej z faktu, że jestem człowiekiem. Łatwowierność, bojaźń, bezsilność. Boję się, cholernie się boję. Nie wiem dokładnie czego chcę i czego szukam. Ty, smarkaty bastard, bolisz mnie. Tak pięknie mnie bolisz. Swoją akinezją, marginalizacją. Czuję się jak ziarna kawy w kubku, które przynoszą ukojenie, aczkolwiek tylko chwilowe, po czym napływa fala zapomnienia. I tak w kółko.
Kawa, dym, ciemność, pustka, pożądanie, spokój, odurzenie, zapomnienie, upojenie, pragnienie.
Gniję.
A człowiek? Istota, która budzi we mnie zgrozę, jednocześnie diabelnie pociągając moje ego. Wielbię go i nie trawię za to, że skazuje mnie na opentańczą bezczynność. Nie rozumiem tego zachwiania w wyniku odsunięcia się i znacznego odpłynięcia od determinizmu losu. Człowiek, homo sapiens, istota ludzka, stworzenie Boże przepełniony jest licznymi sprzecznościami. Skomplikowanie wypływa z niego uszami, drży na samą myśl prawdy. Prawdy o egzystencji, o jego marnym losie. Tknięciem palca wskazującego mogę go zniszczyć. Odczuwam okropną abominację do niego i do siebie, brzydzę się. Istota ludzka jest najokrutniejsza. Zakłamana, parszywa. Na świecie nie ma osoby czystej niczym łza, woda destylowana, świeżo wypolerowane szkło. Nie ma osoby, która nie pożąda krzywdy drugiego. Po prostu taki ktoś nie istnieje. Jesteśmy zbyt egoistyczni, zadufani w sobie, zapatrzeni we własne potrzeby, żądze. Altruizm wymarł, a może w ogóle jest tylko idyllicznym stwierdzeniem mające na celu pocieszenie mas. Jesteśmy niczym wśród całego tłumu, z naszymi troskami, osiągnięciami i naturą.
Ja, bękart tego pękniętego świata, odczuwam do siebie tonę odrazy. Odrazy wynikającej z faktu, że jestem człowiekiem. Łatwowierność, bojaźń, bezsilność. Boję się, cholernie się boję. Nie wiem dokładnie czego chcę i czego szukam. Ty, smarkaty bastard, bolisz mnie. Tak pięknie mnie bolisz. Swoją akinezją, marginalizacją. Czuję się jak ziarna kawy w kubku, które przynoszą ukojenie, aczkolwiek tylko chwilowe, po czym napływa fala zapomnienia. I tak w kółko.
Kawa, dym, ciemność, pustka, pożądanie, spokój, odurzenie, zapomnienie, upojenie, pragnienie.
Gniję.
środa, 23 października 2013
Pulchra venenum
Piękna trucizna. Piękne zło. Jedynie zło może być
prawdziwie piękne. Czy w takim razie zło jest dobre? W końcu niematerialne
piękno jest dowodem dobra. Zło nie jest rzeczą materialną. Zło jest pięknem w
czystej postaci, bez niepotrzebnego uświęcania.
Czy może być coś piękniejszego niż człowiek z powołaniem? Człowiek który robi to co musi, nie bacząc na krzywe spojrzenia innych osób. Robi to co podpowiada mu serce. Przecież rozum nigdy nie podpowiadałby nam robienia czegoś, co sprawiłoby że ludzie przestaną nas szanować. Jednak czynimy źle. Czy to oznacza że zło mamy w sercu?
Wszystko co wydobywamy z głębi serca jest dobre. Czy zło jest
złe? A może to dobro jest złe, bo fałszywe i samolubne. Zawsze kiedy robimy coś dobrego , oczekujemy że ktoś nas pochwali. Zło nie szuka poklasku, nie unosi
się pychą. Zło istnieje pomimo tego że wszyscy chcą je wytępić. Jest silne. Zło
jest bezwarunkowe. Rzadko spotykamy się z bezwarunkową miłością. Czy zło jest
miłością do braku fałszywego dobra?
Subskrybuj:
Posty (Atom)






